Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 686 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


„Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy…”

czwartek, 29 grudnia 2011 15:27

„Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy…”

utworzona przez użytkownika Barbara Jendrzejewska w dniu 15 grudnia 2011 o 21:44 na FACEBOOKU.

 Ziemia się kręci. Ludzie odchodzą. Świat się toczy dalej. I wydawać by się mogło, że nagle, po stracie Kogoś ważnego, bliskiego, wybitnego, wyjątkowego… ziemia zatrzęsie się w posadach i wszystko runie…

A tu nic. Życie toczy się dalej, ludzie znów się spieszą, pędzą w marzenia lub złudę tych marzeń, w przyszłość, która nie pozwala trwać w miejscu, bo wtedy się cofasz.

Ostatnio pożegnaliśmy Hanuszkiewicza i Villas. Obie postaci zupełnie różne, obie kontrowersyjne , a patrząc na ich młodość  oraz ich działalność ówczesną – prawie rewolucjoniści. Do dziś wielu ludzi kultury nie wybaczyło (a śmierć ma koić waśnie) Adamowi „Balladyny” na harleyach, choć ja i moi wtedy rówieśnicy byli tym pomysłem zafascynowani, że nie wspomnę o tłumach pędzących na to przedstawienie. Razem z grupką młodych gniewnych pojechałam z małej Tucholi do wielkiej Warszawy (czemu wówczas wydawała się o wiele większa?), by TO zobaczyć, by się TYM zachłysnąć, by potem o TYM opowiadać, tym, co nie mieli takiej możliwości, bo przecież TV nie odda klimatu teatru, nigdy. Nawet na harleyach. O licznych, pikantnych (zwłaszcza na owe czasy) romansach Aktora, jak i ucztach publicznych, a zwłaszcza tych intymnie zamkniętych, nie wspomnę.

Violetta Villas, głos czterooktawowy, ewenement, dar Boży, niezwykły, do tego porywający sexapil pięknej dziewczyny o niezwykłych włosach. Wielu dziennikarzy doszukiwało się peruki, oszustwa na głowie piosenkarki, która wolała estradę niż operę, choć na najlepszych scenach świata zrobiłaby niespotykaną karierę. Chciała iść własną drogą, już wtedy, w tamtym ustroju… Nikt wówczas nie słyszał, że ma wadę wymowy. Była boska, wielka, jedyna w Las Vegas, w Stanach w Polsce. O jej ślubie, na którym były tysiące ludzi i milionowe czeki opłacające kaprysy gwiazdy, słyszeli lub czytali chyba wszyscy. Tak. Ślub się odbył, ale życia małżeńskiego nie było… Nie było też propozycji pracy artystycznej, ani przyjaciół, ani zrozumienia. Tylko głodne psy i koty, wierne do ostatniego oddechu.

Hanuszkiewicz był mocniejszy, nie dał się wykopać i sponiewierać, grał i tworzył teatr do końca swoich dni.  Nie pozwolił sobie, by paskudne, często płynące z zazdrości,  recenzje lub plotkarskie artykuły przeszkadzały mu w tym, co naprawdę kochał, czemu poświęcał swoje życie. Odszedł godnie, jak prawdziwy artysta. Kilka pokoleń zawdzięcza mu aktorstwo, a nawet karierę. Violetta się poddała oszukiwana przez , "życzliwych", okradana,  opuszczona przez Boga i ludzi, w beznadziejnych warunkach mieszkaniowych, głodna, chora, bezsilna. Umarła za życia.

Kiedy dziś patrzę, a nawet bacznie się przyglądam, młodym ludziom, którzy „wchodzą w kulturę” i koniecznie „chcą ją robić” li tylko z młodymi, bo ich zdaniem moje pokolenie nie umie pisać, tworzyć, występować i grać na scenie, jestem przerażona.

Młodzi ludzie dostają ciekawe stanowiska w świecie kultury i natychmiast odrzucają to, co było, bo przecież Oni wiedzą lepiej, ONI są na stołkach, ONI teraz decydują. Jak napisał Mleczko pod jednym ze swych rysunków: „Świętości tanio szargam”.

Nie mogę pojąć, że młodzi dziś ludzie, tak panoszący się, tak rozpychający się, są tak krótkowzroczni i że nie dociera do nich tak przecież banalna prawda i oczywistość, że oni też będą kiedyś mieli ponad pięćdziesiąt lat. I tak naprawdę całkiem niedługo, za małe dwadzieścia, piętnaście lat. Nawet się dobrze nie obejrzą, kiedy kalendarz i wypomni im datę.

Niektórzy, jak Hanuszkiewicz, nie pozwolą na odtrącenie, na przejście w niebyt, z czym pogodziła się Villas. Nie dadzą się odsunąć na boczny tor. Takich „Hanuszkiewiczów” jest wielu wśród nas i oni sobie mimo wszystko poradzą. Żal mi tylko tych zdolnych i słabych „Villasek”, którym ręce opadną, które się poddadzą i wyłączą, by czekać na własną śmierć „w morzu miłości do ludzi” (Iwaszkiewicz).

 To, co? „Trwaj chwilo, jesteś piękna”? My też to „przerabialiśmy”. Zapewniam. Ale autorytety były ważne, potrzebne i szanowane, nawet jeśli nie do końca się z nimi we wszystkim zgadzaliśmy, bo i tak bywało.

Przypomina mi się w takich momentach ponadczasowy – jak sądzę - wiersz Adama Asnyka „Do młodych”:

Szukajcie prawdy jasnego płomienia!

Szukajcie nowych, nie odkrytych dróg...

……………………………………………….

Każda epoka ma swe własne cele

 

I zapomina o wczorajszych snach...

Nieście więc wiedzy pochodnię na czele

I nowy udział bierzcie w wieków dziele…

I dalej:

Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,

 

Choć macie sami doskonalsze wznieść;

Na nich się jeszcze święty ogień żarzy

I miłość ludzka stoi tam na straży,

 

I wy winniście im cześć!

 

Barbara Jendrzejewska

tekst zamieszczony w Internecie na:

 

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/nie_depczcie_przeszlosci_oltarzy_219956.html



Takiej kawiarni nie ma nawet w Krakowie…

piątek, 02 grudnia 2011 17:29

Takiej kawiarni nie ma nawet w Krakowie…

 art. na stronie:

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/bydgoski_modraczek_takiej_kawiarni_nie_ma_nawet_w_krakowie_219249-1--1-d.html

 

Było późne, listopadowe popołudnie, kiedy dotarłam wreszcie – choć
z niemałym opóźnieniem – do bydgoskiego Modraczka na Wyżynach. Przekraczałam prób budynku z obawą, niemal lękiem… A jeśli nikt nie przyszedł? Albo już zrezygnował z czekania?

Jednak już wchodząc po schodach, usłyszałam stłumiony gwar, który dowodził, że jednak ktoś na mnie czekał.

A kiedy „na górze”, powitała mnie serdecznie, uśmiechnięta, energiczna gospodyni… Lęk bezpowrotnie minął, zaś na jego miejscu pojawiła się pewność, że ten wieczór będzie na pewno niezapomniany…

 

Marta Gracz: Kiedy i gdzie, narodził się pomysł założenia Kawiarni Literackiej?

Wiesława Barbara Jendrzejewska: W domu kultury Modraczek, dokładnie w gabinecie pani dyr. Agnieszki Buzalskiej, z którą planowałyśmy „coś” literackiego, coś dla społeczności, najpierw lokalnej, osiedlowej. To był marzec lub kwiecień 2007r, a w maju odbyło się pierwsze spotkanie z bardzo dobrym poetą. I tak to się zaczęło…

Dlaczego Modraczek? W Bydgoszczy jest wiele innych Domów Kultury…

 

Z Modraczkiem miałam kontakt już wcześniej. Poza tym młoda, otwarta pani dyrektor na ciekawe inicjatywy kulturalne, młoda kadra, chętna do działań, piękny lokal… sprawiły, że właśnie tu, już od prawie pięciu lat działa nasza Kawiarnia Literacka.

 

Czy od samego początku, w Pani zamyśle, przeznaczeniem Kawiarni, były spotkania z artystami z całego kraju, czy może początkowo chodziło o promocję „rodzimych”, bydgoskich twórców?

 

Na pewno na początku myślałam o poetach bydgoskich, ale bardzo szybko dobre wiadomości się rozchodzą, a że jestem związana z kilkoma grupami literackimi, a też należę do Stowarzyszenia Autorów Polskich, mam kontakt z poetami z całej Polski i oni, dowiadując się o naszej KL, sami zaczęli o nią dopytywać i tu prezentować swoją twórczość.

 

Jak to jest, że na swój „występ” w Modraczku artyści potrafią czekać miesiącami, a Pani zapewnia im serdeczne przyjęcie przy pełnej sali. Nie jest tajemnicą, że często spotkania tego typu, kończą się całkowitym brakiem zainteresowania a zaproszony artysta miast karmić, poskramia urażone ego w otoczeniu pustych krzeseł.

 

No faktycznie. Jest to fenomen tej kawiarni, do której lgną i poeci, i słuchacze. Na początku niewielu ludzi kultury w Bydgoszczy wierzyło w powodzenie tej inicjatywy, ale ja jak się za coś zabieram, to daję się temu cała z pełnym optymizmem w powodzenie. Mamy jedno spotkanie w miesiącu (świadomie jedno, by nam nie spowszedniało), to jest 10 spotkań w roku, zatem trzeba czekać na swój termin, ale nikt do tej pory się nie wycofał z czekania i nikt nigdy nie oddał swojego terminu, a bywa, że czekają… dwa lata…

Wielu ludzi wypatrzyło nas w Internecie. Piszą, pytają i po prostu chcą wystąpić w prawdziwej Kawiarni Literackiej. Ostatnio odezwał się pisarz z Krakowa, który oglądając naszą stronę na Facebooku i  galerię zdjęć, stwierdził, że takiej kawiarni nie ma w Krakowie ! Obiecuje, że niebawem wyda drugą książkę (mamy wymagania wobec piszących, nie mogą to być amatorzy) i natychmiast zapisuje się w kolejce.

 



Proszę zdradzić Pani „przepis” na udane spotkania autorskie…


Dużo czasu poświęcam promocji zaproszonych gości, zachęcam, zapraszam, przekonuję że warto spotkać prawdziwego poetę, który jest człowiekiem, jak my wszyscy, ze swoimi zaletami i wadami, że jest okazja zakupić jego książkę, otrzymać autograf, a wszystko to w miłej atmosferze, w pięknym lokalu przy filiżance dobrej kawy czy herbaty, a w upały przy wodzie mineralnej, fundowanej przez Dyrekcję Modraczka. Wiem, że nasi stali goście, bo takich już mamy, zapraszają swoich znajomych, a tamci następnych. Przyznam, że mnie samą zdumiewają czasem te tłumy, które do nas przybywają, nawet w deszcz i w mróz. Zdarza się, że trzeba dostawiać krzesła, choć lokal nie jest mały. Poza tym, ja jestem zawsze do prowadzenia takich spotkań przygotowana i staram się, aby każde było choć trochę inne, a zawsze ciekawe i zachęcające do dyskusji, które u nas taż mają miejsce. Bywa, że i po oficjalnych spotkaniach nawet, tak kuluarowo. Tak rekomenduję książki zaproszonych pisarzy, że sprzedają je z dużym powodzeniem. Raz nawet się zdarzyło, że … poecie zabrakło egzemplarzy. Stwarzam sympatyczną, partnerską atmosferę, nie robię z Twórcy pomnika, przez co staje się on dostępny dla każdego, kto jest obecny z nami. Ponadto zapraszam znaczących poetów, a dla atrakcyjności spotkań, w celu integracji sztuk - muzyków, solistów, malarzy, fotografików, czyli  jest to kawiarnia na poziomie, a w takiej dobrze czują się wszyscy.

Jest Pani przecież nie tylko dobrym organizatorem spotkań literackich, ale przede wszystkim poetką i pisarką. Nie tylko Pani zaprasza, ale i bywa zapraszana na spotkania autorskie. W jakiej roli czuję się Pani lepiej? Która wymaga więcej pracy i wiąże się z większym stresem?

 

 To prawda, ale trudno te dwie role porównywać, bo są zupełnie inne.

Ja jestem osoba otwarta i twórczą, lubię ludzi i dlatego dobrze się wśród nich czuję i jako prowadząca spotkania autorskie, i jako poetka  oraz pisarka. Naprawdę nie wiem, czy łatwiej pytać, czy odpowiadać, bo w każdym przypadku trzeba mieć coś, najlepiej mądrego, do powiedzenia. I nieprawdą jest, że ktoś z taką praktyką się nie stresuje. Przeżywam każde spotkanie, nie pozwalam sobie na bylejakość i myślę, że tym wzbudzam szacunek i chęć współpracy ze mną. Uzyskane, zaszczytne tytuły społeczne, takie jak KOBIETA ROKU, czy KOBIETA z PASJĄ, to przecież nade wszystko moja działalność literacko-artystyczna z Kawiarnią Literacką w roli głównej.

 

Bądźmy realistami… W naszym kraju, jest coraz mniej miejsca na kulturę i sztukę. A jeśli pewnego dnia, okaże się, że KL trzeba będzie zamknąć…

 

To prawda. Coraz mniej jest takich miejsc, a jak już są, to świecą pustkami, zwłaszcza po stronie publiczności.

Jeśli jednak chodzi o Modraczek, nigdy, nawet przez moment, nie przyszło mi  do głowy, że tej kawiarni mogłoby nie być, bo przecież już jest znana w całej Polsce, ale też poza jej granicami. Mieliśmy też poetę Polaka, który od dziesiątek lat mieszka za Odrą. Mam wrażenie, że nie tylko ja i poeci, ale też nasza liczna, wierna publiczność, już nie wyobraża sobie nie tylko osiedla Wyżyny, gdzie działamy, ale całej Bydgoszczy bez tego twórczego miejsca. Myślę, że dopóki dyr. Modraczka będzie Pani Agnieszka Buzalska, nasza KL będzie działać. Póki co, mamy poetów i pisarzy zapisanych do grudnia 2013 roku. Zna ktoś drugą taką kawiarnię literacką ?

 

Zbliża się koniec roku… To dla każdego czas podsumowań i planów na nowy rok. Czego Pani sobie życzy w związku z Kawiarnią w nowym roku?

 

Już myślę o naszym, jubileuszowym, pięćdziesiątym spotkaniu, które będzie  12 kwietnia 2012r. Chciałabym, aby było to wyjątkowe spotkanie i dla Poetów, i dla mieszkańców, którzy do nas przybywają. Wciąż wpisuję nowe, dobre nazwiska do wspomnianej, literackiej kolejki. Marzy mi się kolejny almanach, bo już jeden przy pomocy Modraczka i Rady Osiedla wydaliśmy. Nie ukrywam, że chciałabym, aby Literaci otrzymywali wyższe honoraria, bo Ci spoza miasta często dopłacają na przejazd, czy hotel. Ale czy to nie ewenement, że mimo to wciąż przyjeżdżają i chcą się z nami dzielić swoją twórczością?

Dziękuję za rozmowę, życząc nieustającej energii w pracy związanej z KL.

Z Wiesławą Barbarą Jendrzejewską – prowadzącą spotkania literackie w KL w bydgoskim Modraczku, rozmawiała Marta Gracz



Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  27 016  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Piszę, wiec jestem (?)

Statystyki

Odwiedziny: 27016

Lubię to